piątek, 20 grudnia 2013

Zwyczaje adwentowe, wigilijne i bożonarodzeniowe na Górnym Śląsku


Jerzy Pośpiech, Obrzędy i zwyczaje doroczne. Zwyczaje i obrzędy cyklu zimowego W: Folklor Górnego Śląska pod red. Doroty Symonides

Cykl świąt Bożego Narodzenia trwa od Wigilii (24 XII) do Matki Boskiej Gromnicznej (2 II). Jeszcze obecnie święta bożenarodzeniowe często bywają nazywane przez lud „godnimi świętami".

Najuroczystszy przebieg na całym Śląsku, podobnie jak w pozostałych częściach kraju, ma przede wszystkim Wigilia oraz obydwa święta Bożego Narodzenia. Przygotowania do Godów zarówno na wsi jak i w mieście rozpoczynały się, i tak jest po dzień dzisiejszy, już znacznie wcześniej. Należą do nich: robienie ogólnych porządków wokół „obejścia" oraz wewnątrz domostw, mieszkań, pranie bielizny, kupowanie prezentów itp. Dawniej do dość powszechnych praktyk na wsi należało świniobicie, którym zabezpieczano podstawowe zapasy świąteczne. Dzieci uczyły się kolęd, kupowały choinkę i przystrajały ją ozdobami, przygotowanymi według własnych pomysłów lub kupionymi w sklepach w mieście.

Wigilia w wiejskiej chacie, Kłosy 1878
 Wigilii nadano nastrojowy a zarazem specyficznie romantyczny charakter, wspomagany licznymi wierzeniami i zabiegami magicznymi.

Zespół zwyczajów, zabiegów i obrzędowych praktyk, jaki daje się zaobserwować w tym dniu na Śląsku, jest w zasadzie jednakowy, wspólny dla ludu wiejskiego i w formie nieco uproszczonej dla ludności miejskiej.

Cały dzień wigilijny od wczesnego rana tradycyjnie przebiega pod znakiem przygotowań świątecznych, a nade wszystko uroczystej wieczerzy. Zgodnie z przesądem utrwalonym nawet w przysłowiu — „Kto oberwie we wigilie, tyn będzie bity cały rok" — dzieci i młodzież starają się nie narażać rodzicom i wykonują wszystkie polecenia raźniej niż zwykle. Mężczyźni kończą prace gospodarskie, czynią świąteczne zapasy dla „inwentarza żywego" i porządkują obejście. Kobiety zatrudnione są przygotowaniem obrzędowych potraw. Najważniejszym zajęciem jest przyrządzenie nie tylko odpowiednich potraw, ale i ich liczby uświęconej tradycją. Urozmaicenie stołu zależało od wielu czynników, m.in. od rodzaju uprawianej na danym terenie gospodarki, miejscowej czy rodzinnej tradycji, od domowych wreszcie zasobów, a także czasów, które nie zawsze sprzyjały wystawnym świętom. Bywało, że wieczerza wigilijna niewiele się różniła od zwykłych, codziennych posiłków. Nie lepiej było w rodzinach robotniczych, zwłaszcza w okresach kryzysów gospodarczych, w latach głodu, epidemii czy wojen.

Oczekiwanie na wigilię potęgował dodatkowo całodzienny post, niegdyś przestrzegany rygorystycznie przez rodziców, jak i dzieci. Sygnałem do rozpoczęcia wieczerzy było pojawienie się na niebie „pierwszej gwiazdy", zwanej przez niektórych Ślązaków jutrzenką, bądź nadejście godziny osiemnastej. Wieczerze spożywano w kuchni, na Śląsku zwykle obszernej, rzadziej w izbie. Do powszechnego zwyczaju na wsi należało niegdyś ścielenie, pod biały obrus pokrywający stół, cienkiej warstwy siana lub słomy i ustawianie w kącie snopa zboża. Miało to zapewnić gospodarstwu i domownikom pomyślność w nadchodzącym roku. Przypominało poza tym okoliczności narodzenia się Jezusa „na sianie", „w opuszczonej stajence". Zwyczaj ten, popularny jeszcze do 1939 r., dziś już zupełnie prawie zanikł na wsi, a zadecydowały o tym przede wszystkim względy estetyczne i higieniczne*. Niektórzy kładli nadto kilka drobnych monet pod obrus, aby zapewnić sobie dostatek w nowym roku. Przed rozpoczęciem wieczerzy stawiano na stole świece; zapalano je dopiero na znak dany przez gospodarza lub gospodynie. Wieczerzę rozpoczynano wspólną i głośną modlitwą. Dawniej modlono się również za zmarłych domowników i zapraszano ich na kolację (jeszcze w okresie międzywojennym m.in. w Oleskiem, Raciborskiem i Beskidzie Śląskim). Pozostałością po przedchrześcijańskich świętach ku czci zmarłych było też pozostawianie przy stole wigilijnym wolnych miejsc dla nieżyjących już członków rodziny i przygotowanie im, jak pozostałym, talerzy z jadłem. Potrawy te wrzucano później do ognia (zach. część GOP). Ważnym momentem, praktykowanym na przeważającym obszarze Śląska, było łamanie się opłatkiem. Czyniono to już po zmówieniu modlitwy, którą rozpoczynał dawniej gospodarz. Dzielenie się opłatkiem jest na wsi zwyczajem nowym, ongiś używano raczej chleba, a w Beskidzie nawet jabłka.


Wieczerza musiała być obfita i urozmaicona. Przygotowywano zawsze określoną liczbę potraw.** Należy do nich w pierwszym rzędzie: „siemieniotka" (siemionka) lub „konopiołka" (konopionka), tj. zupa z wywaru nasienia konopnego. Podawano ją nieraz z „pogańskimi krupami", czyli kaszą tatarczaną lub jaglaną. Tradycyjnymi potrawami były też „moczka" tj. moczony piernik, suszone owoce i bakalie, „makówki" z cienko pokrajanej bułki polewanej warstwowo makiem ugotowanym w mleku wraz z migdałami czy rodzynkami. Znano też „makówki" sporządzane z klusek oblanych miodem i makiem, ugotowanym na mleku. Podawano także „pieczki", tj. kompot z suszonych owoców, pierniki, orzechy i jabłka. Z takich potraw składała się też dawniejsza wieczerza w górnośląskich rodzinach robotniczych. W okresie międzywojennym w skład dań weszły śledź i ryba, po 1945 r. — ryba, ziemniaki, kiszona kapusta i często zupa rybna. Potrawy te przyjęły się powszechnie i stanowią do dziś podstawę wieczerzy wigilijnej.

Nieco inne zwyczaje przyjęły się w Beskidzie Śląskim, gdzie nie zawsze przestrzegano określonej liczby potraw. Spożywano to, co w ciągu całego roku stanowiło podstawę żywienia rolniczej rodziny, a więc: kapustę, ziemniaki, chleb, brukiew, bób, groch, a także orzechy, jabłka i miód. Znane były tu: drożdżowa strucla z mlekiem, pierwsze danie — tzw. „moczka ze świńskiego bachora"- sos z wieprzowego żołądka zaprawiony śmietaną, bryja z mąki, masła i owoców. Obecnie spożywa się przede wszystkim rybę i śledzie. Nie przestrzega się tu też dawniejszego zwyczaju jedzenia z jednej dużej miski.

Jakkolwiek współcześnie wyraźnie zmalała siła tradycji, potrawy wigilijne wciąż są bardzo urozmaicone i w ich składzie zawsze znajduje się coś z dawniejszych obrzędowych dań. Zestaw potraw wigilijnych wciąż się zmienia, zależy to nieraz od młodszego pokolenia, któremu nie smakuje już „siemieniotka", kluski czy kasza, a woli potrawy „bardziej nowoczesne" — rybę, ciastka i wódkę.

Jak w całym tym szczególnym dniu, będącym kontynuacją pradawnych Zaduszek, również podczas wieczerzy przestrzegano pewnych norm zachowań oraz przesądów. Nie wolno było pod groźbą nieszczęścia, a nawet śmierci, odejść od stołu podczas posiłku wieczornego, jak też wpuścić do izby kogoś obcego. Nie powinno się niczego pożyczać, „żeby szczęście nie wydać z domu", należało również uregulować długi oraz pogodzić się z sąsiadami.

W ubiegłym stuleciu w Cieszyńskim podczas wieczerzy wigilijnej kładziono siekierę pod nogi, aby zabezpieczyć je „od niemocy". Bydło otrzymywało obfitszy i urozmaicony pokarm i żeby się dobrze chowało dawano mu resztki potraw wigilijnych, czasem kawałek opłatka. Psu rzucano nieco chleba z czosnkiem, „żeby był zły i strzegł zagrody".

Wieczór wigilijny uważany był za szczególnie odpowiedni do różnego rodzaju wróżb, zwłaszcza agrarnych, matrymonialnych i dotyczących zdrowia osobistego. Jasna, księżycowa noc wigilijna zwiastowała rok urodzajny i pomyślny, niebo gwiaździste - obfitość jaj, zachmurzone zaś — ich niedostatek przy równoczesnej obfitości mleka. Gospodynie (Oleskie, Kluczborskie, Gliwickie) sypały kurom ziarno w obręcz z beczki lub w przetaki wierząc, że w ten sposób kury nie rozbiegną się poza gospodarstwo i nie będą gubiły jaj. Zważano też na gęganie gęsi. Im więcej reagowały one na wołanie gospodyni, tym większy miał być przychówek. Dość powszechnym zwyczajem na całym Śląsku, występującym gdzieniegdzie jeszcze po ostatniej wojnie, było obwiązywanie pni drzew owocowych powrósłami z wigilijnego snopa. Zabieg ten miał ochronić je przed uschnięciem i polepszyć urodzaj. Gdy drzewo kiepsko rodziło gospodarz podchodził doń z podniesioną siekierą, gotową do ciosu, wtedy gospodyni ujmując się za drzewem obejmowała je rękami i wołała: „Nie rąb mnie, już bydym rodziło".

Wróżby o charakterze matrymonialnym przypominały nieraz zabiegi stosowane w czasie „andrzejków", np. zamiatanie izby od drzwi w stronę okna i wynoszenie śmieci za płot, potrząsanie nim i nasłuchiwanie szczekania psa lub uderzanie cepami o wrota stodoły, aby wywołać szczekanie, puszczanie na wodę gałązek mirtu, wyciąganie spod obrusa źdźbeł siana i porównywanie ich długości; krótkie oznaczało śmierć lub chorobę, parzysta liczba źdźbeł wróżyła rychłe zamążpójście, nieparzysta — panieństwo lub wyjście za wdowca. Popularna była wróżba z orzechów: pusty lub zepsuty przepowiadał nieszczęście.

Po wieczerzy i wróżbach śpiewano kolędy. W ten sposób skracano sobie oczekiwanie na pasterkę. Niegdyś uczestniczenie w tej uroczystej i podniosłej mszy traktowano jako obowiązek. Dziś pasterka cieszy się nadal popularnością na wsi i w mieście, większość ludzi spędza jednak wieczór w domu, oglądając telewizję lub słuchając kolęd z radia czy z płyt.

Dawniejszy wieczór wigilijny był okazją nie tylko do śpiewania, lecz również do snucia wspomnień oraz opowiadania bajek. Z nocą wigilijną wiąże się popularne wierzenie, że bydło mówi wtedy ludzkim głosem. Rozmowę bydląt może usłyszeć tylko ten, kto nie zgrzeszył, wszystkim innym podsłuchiwanie grozi śmiercią. Wierzenie to stało się podstawą podań lokalnych, do dziś powtarzanych przez najstarsze pokolenie.

Powszechny dziś zwyczaj strojenia choinki znany był najpierw w miastach, gdzie przyjął się najprawdopodobniej dopiero w początkach XX w. Stopniowo zaczął się rozpowszechniać także po wioskach. Dla dzieci wieczór wigilijny kończy się dużymi emocjami - otrzymywaniem prezentów. Utrzymuje się dzieci w przekonaniu, iż pochodzą one od „Dzieciątka". Przyjmuje się też zwyczaj, zwłaszcza w miastach, wzajemnego obdarowywania się przez wszystkich domowników.


W ciągu dwóch ostatnich wieków zwyczaje wigilijne przechodziły na Śląsku rozmaite zmiany. Po ostatniej wojnie zmierzają one ku jeszcze większemu zeświecczeniu.

Pierwszy dzień świąt uważany przez lud za największe święto w roku, obchodzony był w gronie najbliższej rodziny. Zgodnie z tradycją, obowiązywało każdego uczestnictwo we mszy, przebywanie w domu, spożywanie świątecznych pokarmów i śpiewanie kolęd. Do przesady wystrzegano się wszelkich prac, dzisiejsze zwyczaje są wyraźnie liberalniejsze. Złagodniała też praktyka wzajemnego nie odwiedzania się, zwłaszcza wśród ludzi młodych. Pospolite natomiast od dawna były odwiedziny w drugi dzień świąteczny. W dzień ten godzono służbę, ustalano warunki i nowe miejsce pracy. „Dziewki" odchodziły zwykle dopiero po Nowym Roku, musiały bowiem odrobić „szkody" spowodowane w kuchni (np. za potłuczone naczynia kuchenne). W św. Szczepana przychodzili do domów kolędnicy.

 * współcześnie powrócił chyba dosyć powszechnie m.in. dzięki temu, że sianko dołączane jest do gazet przedświątecznych i można je wyciągnąć z żywych szopek
 ** ilość potraw na Śląsku – nieparzysta

Gody - 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza